Wiele osób wmawia sobie, że musi dotrzeć do źródła każdego problemu. Że gdzieś tam, w przeszłości, czeka konkretne zdarzenie, konkretna osoba, jakiś moment, który to wszystko uruchomił. Że jak go tylko znajdą, wszystko się rozwiąże i w końcu będzie lepiej.
I cóż, szukają tak z kilka lat.
Bo owszem, czasem takie źródło istnieje i jego odnalezienie faktycznie pomaga. Ale założenie, że zawsze musi być jedno konkretne źródło i że bez jego odnalezienia nie da się ruszyć dalej? To po prostu nieprawda. Co gorsza – to założenie może aktywnie szkodzić naszym próbom radzenia sobie z problemami.
W tym artykule znajdziesz odpowiedzi na następujące pytania:
- Czy hydrauliczny model emocji Freuda jest prawdziwy?
- Czy wyładowywanie emocji pomaga się z nimi uporać?
- Jak metafory kształtują i ograniczają nasze rozumienie psychiki?
- Dlaczego problemy psychiczne się usamodzielniają?
- Czy nasza pamięć o źródle problemu jest wiarygodna?
- Dlaczego tak desperacko szukamy źródła każdego problemu?
- Czy odnalezienie źródła problemu jest konieczne do jego rozwiązania?
- Jaka jest różnica między triggerem a źródłem problemu?
Hydrauliczny model emocji Freuda – czy jest prawdziwy?
Ta obsesja na punkcie odnajdywania źródła wywodzi się bezpośrednio z koncepcji hydraulicznej Freuda. Freud postrzegał ludzką psychikę przez pryzmat tego, co w jego czasach było na topie technicznym – hydrauliki i maszyn parowych. Emocje to ciśnienie. Trauma to uszkodzenie w systemie. Problemy psychiczne to efekt zablokowanego odpływu. Wystarczy znaleźć zatkany zawór, odblokować go (np. przez catharsis – „wypuszczenie pary”), a ciśnienie samo się wyrówna.
Brzmi logicznie, tyle że ludzka psychika nie jest maszyną parową.
I co ważniejsze – to podejście po prostu nie działa. Badania jednoznacznie pokazują, że model catharsis jest błędny. Przykładowo Bushman (2002) wykazał, że wentylowanie złości najczęściej nasila wrogość, zamiast ją zmniejszać.
Cała koncepcja „wypuść parę, poczujesz ulgę” to mit. Para nie ma dokąd odpływać, bo jej po prostu nie ma.
Ale Freud nie był jedyny w swoim zamiłowaniu do technicznych metafor. Ludzie zawsze lubili opisywać psychikę przez metafory zaczerpnięte z najbardziej zaawansowanej technologii swoich czasów.
W książce „True to Our Feelings: What Our Emotions Are Really Telling Us” autorstwa Roberta C. Solomona czytamy (tłumaczenie własne):
Model hydrauliczny wymagał aktualizacji, jako że był tak wyraźnie produktem technologii dziewiętnastego wieku. Rewolucja w elektronice – oraz odkrycie, że układ nerwowy działa za pomocą impulsów elektrycznych – naturalnie doprowadziły do nowego modelu umysłu opartego na terminologii komputerowej, najnowocześniejszej technologii naszych czasów. Tak więc dodaliśmy lub zastąpiliśmy nasze rozważania o ciśnieniu, powstrzymywaniu, uwolnieniu i wyparciu rozmowami o hardwarze i softwarze („wet-ware” to uroczy, ale pouczający tego wariant), inputach i outputach, programach, komendach „usuń” i „zapisz”, porównaniach do crashujących dysków twardych i pojemności pamięci.
No i w sumie mamy szczęście, że działanie ludzkiego mózgu faktycznie jest bliższe temu, jak funkcjonują komputery. Ale to akurat nie sedno sprawy.
Hydrauliczny model emocji to metafora
Jak wskazuje George Lakoff w swojej świetnej książce „Metafory w naszym życiu” (do której to od prawie roku zamierzam wrócić), nasze myślenie jest głęboko ustrukturyzowane przez metafory. To nie tylko ozdobniki językowe – metafory faktycznie kształtują sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość i podejmujemy decyzje.
Przykłady? Mnóstwo. Wiele metafor w życiu codziennym odnosi się do wojny. W biznesie to szczególnie widoczne:
- pokonać konkurencję,
- zdobyć rynek,
- strategia marketingowa,
- kampania reklamowa,
- walka o klienta,
- atak na nowy segment rynku.
Ale co zaskakujące – metafora wojny pojawia się także w… miłości. „Zdobyć czyjeś uczucie”, „podbić czyjeś serce”. Można też „odbić komuś dziewczynę”, jakby to była jakaś wioska na Ukrainie, a nie relacja między ludźmi.
Metafory same w sobie nie są ani dobre, ani złe. Potrafią być jednak ograniczające. Co gorsze – zazwyczaj ich nie dostrzegamy. Postrzegamy je jako oczywistą prawdę o świecie, nie jako jeden z możliwych sposobów myślenia. Spróbuj choćby przekonać niektórych przedsiębiorców (zwłaszcza tych starszej daty, wpisujących się mocno w normy toksycznej męskości), że do biznesu można podchodzić jak do budowy czy podróży, a nie jak do wojny… powodzenia.
Właśnie dlatego wielu osobom trudno zaakceptować też to, że w przypadku koncepcji hydraulicznej może być inaczej. Że psychika nie musi działać jak system ciśnień i zaworów. Że może istnieć zupełnie inny sposób myślenia o problemach psychicznych – taki, który nie opiera się na szukaniu „tego jednego zatkania/momentu”.
A koncepcja hydrauliczna ma jeszcze jeden poważny problem – zakłada liniową przyczynowość. Jedno konkretne zdarzenie A prowadzi do skutku B. Znajdź A, napraw A, zniknie B. Proste. Może nawet zbyt proste.
Problemy psychologiczne się usamodzielniają
Dlaczego szukanie tego jednego źródła problemu często nie ma sensu? Jednym z głównych powodów jest to, że często potrafią się „usamodzielnić”.
Mogły zacząć się od konkretnego źródła, ale z czasem nawarstwiły się inne czynniki, powstały nowe nawyki, zmieniło się środowisko. Problem zaczął sam siebie podtrzymywać, niezależnie od pierwotnej przyczyny.
Rzadko jest jedno źródło. Najczęściej mamy do czynienia z całym splotem czynników:
- genetyka,
- środowisko,
- konkretne zdarzenia,
- nawyki,
- relacje,
- struktura społeczna,
- przypadek.
Wszystko to się nakłada i wzajemnie wzmacnia. Szukanie jednego źródła w takiej sytuacji to jak próba wskazania, który dokładnie kamyk wywołał lawinę.
Chcę jeszcze bliżej omówić inne wzorce i zjawiska.
Neurobiologiczne zmiany
Wczesne doświadczenia traumatyczne lub chroniczny stres mogą trwale zmienić strukturę i funkcjonowanie mózgu. Te zmiany tworzą „błędne koła” – zmienione sieci nerwowe wpływają na zachowanie, zachowanie wywołuje konsekwencje, które dalej pogłębiają problem. Nawet jeśli oryginalne źródło już nie istnieje, zmieniony mózg wciąż reaguje tak, jakby istniało.
Negatywne pętle
Wyobraź sobie, że zacząłeś się czymś martwić. Martwienie prowadzi do ruminacji. Ruminacja zaburza sen. Brak snu powoduje zmęczenie. Zmęczenie prowadzi do izolacji społecznej. Izolacja daje więcej czasu na ruminację. Ruminacja nasila niepokój. I koło się zamyka – całkowicie niezależnie od tego, co wywołało pierwsze zmartwienie.
Dysfunkcyjne wzorce zachowań
Po trudnych przeżyciach może rozwinąć się dążenie do niezależności – odmawiasz pomocy nawet wtedy, gdy jest ci potrzebna, bo „przecież sobie poradzisz”.
To wzmacnia izolację i nieufność do innych, co pogłębia oryginalne trudności. Problem żyje własnym życiem.
Reakcje na symptomy tworzą nowe problemy
Twój zły stan psychiczny sprawia przez chwilę, że cierpią Twoje relacje (odwołujesz spotkania, nie odpisujesz na wiadomości). To rodzi wstyd i poczucie winy. Wstyd i wina pogarszają stan psychiczny. I znowu – pętla.
Nawet jak przypomnisz sobie prawdziwe źródło problemu, pewnie będzie to błędne wspomnienie
Nasza pamięć regularnie nas zwodzi. I nie chodzi mi o zapominanie ważnych dat historycznych. Mam na myśli przeinaczanie oraz konstruowanie fałszywych wspomnień.
Chcę tutaj wspomnieć o fascynujących odkryciach Elizabeth Loftus, psycholożki z University of California Irvine, uznanej przez APA za jedną ze stu najważniejszych psychologów XX wieku.
Loftus wykazała, że pamięć nie działa jak nagranie wideo, które można przewinąć i odtworzyć w niezmienionej formie. Każde wspomnienie jest rekonstruowane za każdym razem, gdy do niego wracamy. Nowe informacje, sugestie, nawet sam sposób zadawania pytań może naruszyć oryginalne wspomnienie.
Co gorsza – Loftus udowodniła, że można wszczepić ludziom bogate, szczegółowe fałszywe wspomnienia wydarzeń, które nigdy nie miały miejsca.
W latach 90. doszło do tzw. „wojen o pamięć” (memory wars), gdzie pacjenci terapii zaczynali „przypominać sobie” traumatyczne wydarzenia z dzieciństwa – często molestowanie seksualne – które rzekomo wcześniej stłumili. Wiele rodzin zostało zniszczonych przez procesy sądowe oparte na takich „odzyskanych wspomnieniach”. Problem? Znaczna część tych wspomnień była fałszywa, zasugerowana przez same techniki terapeutyczne.
Możesz więc „odnaleźć” źródło problemu i być absolutnie przekonany, że to właśnie ono. A w rzeczywistości? Twój mózg po prostu skonstruował wygodną historię, która pasuje do obecnego stanu rzeczy.
Jeśli interesuje cię ten temat – polecam przemówienie na TED „How reliable is your memory?”.
Potrzeba domknięcia i narracji jest bardzo silna
No dobrze, ale czemu tak bardzo chcemy znaleźć to źródło? Czemu tak intensywnie szukamy tej jednej przyczyny?
Bo ludzie to przede wszystkim maszyny do opowiadania historii. Jak pisał Daniel Kahneman w „Pułapkach myślenia” – nasz mózg desperacko potrzebuje spójnej narracji, lubi przyczynowość, lubi proste wyjaśnienia. Takie myślenie daje poczucie kontroli, poczucie, że rzeczywistość ma sens (tłumaczenie własne):
Narrative fallacies (błędy narracyjne) powstają nieuchronnie z naszej ciągłej próby nadawania sensu światu. Wyjaśniające historie, które ludzie uważają za przekonujące, są proste; są konkretne, a nie abstrakcyjne; przypisują większą rolę talentowi, głupocie i intencjom niż szczęściu; i skupiają się na kilku uderzających wydarzeniach, które się wydarzyły, zamiast na niezliczonych wydarzeniach, które się nie wydarzyły. Każde niedawne wyróżniające się wydarzenie jest kandydatem na stanie się jądrem narracji przyczynowej. Taleb sugeruje, że my, ludzie, nieustannie oszukujemy samych siebie, konstruując chwiejne opowieści o przeszłości i wierząc, że są prawdziwe.
Potrzeba domknięcia emocjonalnego jest ogromna. Chcemy wiedzieć „dlaczego”, chcemy, żeby wszystko się zgadzało, żeby nasza historia miała jasny początek, środek i koniec. Najlepiej jak w filmach.
Tyle że nasz mózg nie dba o prawdę – dba o spójność narracji (no i dba o trzymanie się mnóstwa błędów poznawczych, to mu zawsze wychodzi 😊). Jeśli potrzebuje wyjaśnienia, stworzy je, nawet jeśli będzie to fikcja.
A co gorsza – samo szukanie może nas blokować:
- Nie mogę iść dalej, dopóki nie znajdę źródła.
- Muszę najpierw to zrozumieć.
- Jak znajdę przyczynę, wtedy zacznę działać.
Tyle że możesz nie znaleźć. Albo możesz znaleźć coś, co wcale nie jest prawdziwym źródłem. I co wtedy? Marnujesz czas, energię, odkładasz pracę nad rzeczywistą zmianą.
Czy szukanie źródeł problemu nigdy nie ma sensu?
Nie twierdzę, że rozumienie kontekstu problemu jest bezwartościowe. Czasem faktycznie pomaga, czasem odnalezienie pewnych wzorców czy powiązań otwiera drzwi do zmiany. Sam tego doświadczyłem, gdy lepiej zrozumiałem, skąd wzięło się moje podejście do jedzenia (które skutkuje oczywiście jedzeniem zbyt wiele :P).
Tu warto wspomnieć o badaniach Simona Ulvika Johnsona i Asle Hoffarta z University of Oslo, którzy wprost kwestionują całe podejście „znajdź źródło, wylecz problem”. Ich zdaniem objawy same stanowią zaburzenie. Nie ma żadnej ukrytej przyczyny „pod spodem”, którą trzeba wykopać.
Porównanie do medycyny „fizycznej”, które jest tu często stosowane, po prostu nie ma sensu. W medycynie bakteria wywołuje gorączkę, zwalcz bakterię, gorączka znika. Proste.
Ale w psychologii? Objawy mają wartość same w sobie. To są doświadczane problemy pacjenta. I te problemy wzajemnie na siebie wpływają, tworząc sieć powiązań.
Możesz nie wiedzieć, dlaczego dokładnie masz problem z prokrastynacją. Nie musisz dokopać się do tego jednego źródłowego momentu z dzieciństwa. Możesz po prostu zacząć pracować nad nawykami, nad środowiskiem, nad strukturą dnia. I to może zadziałać – bez odnajdywania żadnego źródła.
A co z triggerami?
Moment, ktoś może powiedzieć: „ale przecież triggery są ważne, trzeba je znać!”.
I tak, triggery są ważne. Ale trigger to nie jest źródło.
Trigger to konkretny bodziec (zapach, dźwięk, obraz, sytuacja), który wywołuje silną reakcję emocjonalną lub objawy – lęk, panikę, dysocjację. Identyfikacja triggerów jest pierwszym krokiem w nauce radzenia sobie z nimi. Możesz świadomie unikać pewnych bodźców lub – co często skuteczniejsze – przepracować je przez ekspozycję.
Ale – znalezienie triggera to nie to samo co znalezienie źródła. Możesz wiedzieć, że reagujesz lękiem na podniesiony głos (trigger), i możesz nad tym pracować, bez znajdowania „tego jednego momentu z dzieciństwa”, który sprawił, że tak reagujesz (źródło).
Trigger można zidentyfikować i przepracować. Źródło triggera? To już zupełnie inna sprawa. I znowu – często niepotrzebna do zmiany.
Podsumowanie
Hydrauliczna koncepcja psychiki jest prosta, ale prostota nie równa się prawdzie.
Freud oczywiście miał ogromny wkład w rozwój psychologii, ale wiele z jego koncepcji okazało się nie być prawdziwymi. W sumie to temat na osobny artykuł, który chciałbym napisać.
W skrócie – ludzka psychika jest dużo bardziej skomplikowana niż system rur, dużo bardziej nieliniowa, dużo bardziej odporna na proste, mechaniczne rozwiązania.
Rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana:
- czasem nie ma jednego źródła,
- czasem jest ich wiele i wzajemnie się wzmacniają,
- czasem źródło już nie ma znaczenia, bo problem się usamodzielnił,
- czasem twoja pamięć o źródle jest po prostu zniekształcona.
Nie potrzebujesz idealnie spójnej historii o tym, skąd się wziął problem. Potrzebujesz narzędzi do radzenia sobie z nim tu i teraz. Potrzebujesz działań, które poprawiają sytuację – niezależnie od tego, czy rozumiesz dokładnie jej genezę.
Możesz szukać źródła, jeśli to Ci pomaga. Ale nie musisz. I z pewnością nie powinieneś odkładać pracy nad zmianą do momentu, aż je znajdziesz.
Bo najprawdopodobniej nie znajdziesz. Albo znajdziesz coś, co wcale nie jest tym, czego szukasz. A problem? Problem i tak będzie czekał na rozwiązanie.
Źródła i odwołania:
- Does venting anger feed or extinguish the flame? Catharsis, rumination, distraction, anger and aggressive responding – Brad J. Bushman, 2002.
- True to Our Feelings: What Our Emotions Are Really Telling Us – Robert C. Solomon.
- Metafory w naszym życiu – George Lakoff, Mark Johnson.
- Thinking, Fast and Slow / Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym – Daniel Kahneman.
- Metacognitive therapy versus Cognitive behavioral therapy: A network approach – S.U. Johnson, A. Hoffart, Frontiers in Psychology, listopad 2018
- Wykład How reliable is your memory? – Elizabeth Loftus (dostępny na YouTube).
Disclaimer
Jestem copywriterem, marketingowcem oraz czytelnikiem – nie psychologiem, terapeutą czy lekarzem. Planuję jednak zdobyć wykształcenie psychologiczne. Na ten moment artykuły, które piszę, to moje próby zrozumienia i podsumowania tego, co czytam w książkach, badaniach i artykułach naukowych. Dzielę się tym, co sam przetwarzam, analizuję i co wydaje mi się wartościowe.
Na ile to możliwe, chcę dzielić się przydatnymi informacjami i przyczyniać się do profesjonalizacji wiedzy z zakresu psychologii oraz szeroko pojętego rozwoju. Edukacja w tym zakresie bardzo mi pomogła. Wierzę, że moje umiejętności marketingowe – pisanie, analiza treści, tłumaczenie skomplikowanych koncepcji na przystępny język – mogą się przydać do popularyzacji rzetelnej wiedzy psychologicznej. Dlatego zaczynam się w tym kierunku specjalizować.
To nie są porady medyczne ani terapeutyczne. Jeśli zmagasz się z problemami zdrowia psychicznego, proszę – zgłoś się do specjalisty. Terapeuta, psycholog, psychiatra to osoby, które mogą ci faktycznie pomóc w sposób dostosowany do twojej sytuacji.




Dodaj komentarz