Moja praca, moja pasja. Zadbaj o udane życie zawodowe (Cal Newport)

Recenzja „Moja praca, moja pasja. Zadbaj o udane życie zawodowe” (Cal Newport) – pasji się nie znajduje, tylko się ją tworzy


  • Tytuł – Moja praca, moja pasja. Zadbaj o udane życie zawodowe | So good they can’t ignore you.
  • Autor – Cal Newport.
  • Tematyka – podejście do kariery zawodowej, pasja vs sumienność, celowe ćwiczenie.
  • Długość – 236 stron.

Ogólnie to koncepcja przyświecająca tej książce chodziła mi już po głowie dłuższy czas. W skrócie – autor krytykuje dominującą postawę w kontekście kariery zawodowej, czyli żeby podążać za swoją pasją, która gdzieś tam na pewno na każdego czeka, jest dla niego przeznaczona i trzeba ją w końcu znaleźć. Wskazuje raczej, że takie podejście jest często niebezpieczne, gdyż wprowadza ludzi w ślepy zaułek, pobudza do podejmowania ryzykownych decyzji i życia nierealistycznymi marzeniami.

Wskazuje także, że ludzie, którzy popularyzują tzw. postawę pasjonaty, wcale się takiej idei nie trzymali. Na przykład Steve Jobs (który wygłosił kiedyś popularny wykład na temat podążania za pasją) w swoich latach nastoletnich i studenckich nie miał nic wspólnego z byciem przedsiębiorcą, wynalazcą czy marketerem. Tak naprawdę bliżej mu była tematyka duchowości i życie jako ekscentryczny hipis. W wyniku różnych zdarzeń po prostu zaangażował się w to, z czego później stał się znany.

Postawa rzemieślnika

No dobra ale co w zamian? Autor promuje tzw. postawę rzemieślnika, czyli lepiej jest właściwie pracować, niż szukać właściwej pracy. Opisuje wiele przykładów ludzi, którzy obecnie twierdzą, że żyją ze swojej pasji, ale tak naprawdę do tej pasji dochodzili przez długi czas i nieraz krętą drogą (coś wspominał nawet, że jest to zjawisko dość dobrze zbadane przez socjologów, choć nie wchodził za bardzo w szczegóły).

Opisuje np. przeżycia biolożki, która twierdzi, że pasjonuje się swoją pracą dotyczącą zwalczania chorób zakaźnych w Afryce. Ale okazuje się, że ta droga do tej jej wymarzonej pracy była bardzo kręta. Na początku wiele uczyła się matematyki, później biologii, medycyny aż w końcu z biegiem czasu uznała, że właśnie głębsze poświęcenie się tematyce chorób zakaźnych w Afryce będzie jej misją. Sama przyznaje, że w dzieciństwie nie byłaby w stanie przewidzieć takiej ścieżki zawodowej, ale jest z niej ogromnie zadowolona.

Celowe ćwiczenie

Autor poświęca też dość dużą uwagę tak zwanemu celowemu ćwiczeniu. Wskazuje, że jest to bardzo dobrze znane zjawisko w świecie sportu, szachów oraz muzyki, ale na przykład w biznesie czy w pracach umysłowych mało kto o tym wie. Jeśli nie słyszeliście o celowym ćwiczeniu, to pewnie słyszeliście o tym całym 10 000 godzin na zostanie mistrzem w dowolnej dziedzinie. Do popularnej świadomości dość przeniknęła cała idea 10 000 godzin, ale właściwie mało kto pamięta, że te 10 000 godzin to ma być właśnie celowe ćwiczenie (które to obejmuje liczne procedury), a nie po prostu bezmyślne oddawanie się jakiejś czynności.

Gromadzenie kapitału zawodowego

Książka w sumie wskazuje na to co, właśnie już jakiś czas temu zauważyłem, czyli że ludzie sukcesu (jakkolwiek to brzmi) podchodzą do wszystkiego, co robią, na 100%. Dzięki temu z biegiem czasu gromadzą tak zwany kapitał zawodowy w wielu różnych dziedzinach i to właśnie pomaga im z czasem zbudować na przykład wymarzoną karierę zawodową i zacząć żyć pasją.

Marzyciele z kolei żyją przeświadczeniami, że znajdą kiedyś wspaniałą pasję (czy też ona znajdzie nich). Wiele rzeczy robią wtedy „na odwal się” (bo w końcu ta prosta i nieprestiżowa praca za najniższą krajową to nie jest ich misja) i przez to nie podnoszą swoich kwalifikacji. A to właśnie wysokie kwalifikacje są potrzebne, aby znaleźć satysfakcjonującą pracę, czyli taką, która jest twórcza, mamy w niej autonomię, no i czujemy, że jesteśmy w niej dobrzy.

Z drugiej strony ci „ludzie sukcesu” żyją w nieco innym świecie. Z tego, co autor o swoim życiu pisał, to wynika, że był mocno ponadprzeciętny. Jako nastolatek już firma w web designie, robi studia z informatyki, wysoka średnia, jednocześnie wydaje książkę, kończy studia i ma oferty od Microsoftu i MIT, a później jeszcze profesorem zostaje. Tacy ludzie faktycznie mogą wziąć się za cokolwiek, osiągać w tym efekty, no i mieć z tego radość i dobre pieniądze.

Dla „zwykłych ludzi”, którzy nie mogą poszczycić się tak wysokim poziomem kompetencji, jest to jakiś kosmos. Przykładowo ludzie, którzy nie wynieśli z domu etyki pracy, mogą być raczej sparaliżowani dostępnymi opcjami na rynku (autor np. we wszystkim widział okazje, w których mógł przebierać).

Choć dobra wiadomość jest taka, że można dość konkretne zachowania takich ludzi odnoszących sukcesy modelować.

Naszła mnie między innymi refleksja na temat szkoły (co już kiedyś dostrzegałem). W szkole faktycznie nie uczymy się za wielu przydatnych rzeczy, ale w szkole możemy nauczyć się ciężko pracować. Jeśli później to podejście do ciężkiej pracy przekładamy na inne dziedziny życia jak praca zawodowa (jakakolwiek by nie była), to właśnie też w niej będziemy w stanie później odnieść sukces dzięki postawie rzemieślnika.

Ta idea ogólnie jest wyzwalająca, bo ściąga ten ciężar, że trzeba kiedyś gdzieś natknąć się na pasję, ale nie wiadomo, kiedy to będzie. Autor raczej wskazuje na to, aby:

  1. Nie szukać pasji.
  2. Nabywać cenione umiejętności, stosując trening celowy.
  3. Nabywać autonomii w wykonywanej pracy.
  4. Na koniec szukać jakiejś ewentualnie misji czy większego przesłania swojej pracy.

Wnioski

Czy copywriting to moja wielka pasja? Tak szczerze, to nie, choć oczywiście tę pracę lubię. Omawiana książka pomogła mi jednak odmienić swoje podejście. Sposobem na rozwinięcie pasji nie jest oczekiwanie na jakieś olśnienie i wielki przypływ miłości do danego zajęcia. Sprawdzona metoda to po prostu dalsze rozwijanie i poszerzanie swoich kompetencji oraz osiąganie coraz to większej autonomii.

Dodam jeszcze na koniec, że bardzo nie lubię polskiego tłumaczenia, czyli „Moja praca, moja pasja. Zadbaj o udane życie zawodowe”. Brzmi to jak tania książka coachingowa. Oryginał, czyli „So good they can’t ignore you” lepiej oddać jako „Tak dobry, że inni muszą to zauważyć”. Znacznie lepiej przekazuje to ideę książki – należy ciężko pracować, dzięki czemu kompetencje, pasja i pieniądze pojawią się „same”.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *